GABINET PSYCHOTERAPII

Arkadiusz Lewy

(+48) 506 803 328

Czytelnia

"Krótka historia tego co ważne"

"Zadbaj o siebie - rzecz o dialogu z wewnętrznym dzieckiem"

"Piękne chwile - lekcja dla nas wszystkich"

"Krótka historia tego co ważne"

Pewien filozofii stojąc przed swoją klasą miał przed sobą kilka przedmiotów. Kiedy zaczęła się lekcja, bez słowa, wziął duży pusty słoik i rozpoczął wypełniać go piłeczkami do golfa. Kiedy już skończył zapytał studentów czy słoik jest pełny? Wszyscy zgodnie odpowiedzieli: tak! Więc profesor wziął pudełko z groszkiem i przechylił go delikatnie nad słoikiem. Groszek leciutko wsypał się do słoika i wypełnił puste przestrzenie. I znowu profesor zadał pytanie swoim studentom czy słoik już jest pełny? Wszyscy zgodnie odpowiedzieli: tak! Wtedy profesor wziął pudełeczko z piaskiem i zaczął wsypywać jego zawartość do słoika. Piasek wypełnił wszystkie puste miejsca. Więc zapytał ponownie studentów czy może teraz już słoik jest pełny? Studenci odpowiedzieli swoim nieśmiertelnym: tak! Profesor wyciągnął z pod stołu dwie butelki z piwem i otworzył je i zaczął je wlewać do słoika, oczywiście napój wypełnił wszystkie puste miejsca. Wtedy studenci wybuchnęli śmiechem...

 

Zaledwie trochę ucichły śmiechy w auli profesor powiedział: “Chciałbym, żebyście zdawali sobie sprawę, że ten słoik przedstawia nasze życie. Piłeczki do golfa to rzeczy, które są ważne – wasze rodziny , wasze dzieci, wasze zdrowie, wasi przyjaciele i wasze pasje – i gdyby cała reszta zniknęła i zostały tylko te, wasze życie byłoby pełne. Groszek przedstawia rzeczy, które warto mieć, bo nam pomagają w życiu, takie jak praca, dom, samochód... Piasek to cała reszta – czyli wszystkie drobne rzeczy.”

 

Jeżeli wsypiecie do słoika jako pierwszy piasek – kontynuował – nie będzie już miejsca na groszek, ani na piłeczki do golfa. To samo dotyczy życia. Jeżeli cały wasz czas i energię poświęcicie na małe rzeczy, nie będziecie już mieli miejsca na rzeczy ważne. Dbajcie zatem o rzeczy, które decydują o waszym szczęściu. Spędzajcie czas ze swoimi dziećmi. Spędzajcie czas ze swoimi rodzicami. Odwiedzajcie dziadków. Zaproście swojego partnera na kolację. Zawsze będzie czas na sprzątanie domu i skoszenie trawy w ogrodzie. Zadbajcie przede wszystkim o piłki do golfa – czyli rzeczy, które są naprawdę ważne. Ustalcie swoje priorytety w życiu. Cała reszta to tylko piasek. Jeden ze studentów podniósł rękę i zapytał: A co reprezentuje zatem piwa, które pan wlał do słoika? Profesor się roześmiał i odpowiedział: Piwa mówią nam, że nie ważne jak bardzo będzie się wydawało wypełnione nasze życie, zawsze znajdzie się trochę miejsca na wypicie kilku kufli piwa z przyjacielem...

"Zadbaj o siebie - rzecz o dialogu z wewnętrznym dzieckiem"

Parę dni temu stojąc na przystanku byłem świadkiem krótkiego wydarzenia – kobieta, prawdopodobnie mama, czekająca na tramwaj z chłopcem około ośmiu lat wydała w ciągu niecałej minuty szereg komend: Nie odchodź! Nie kucaj! Stań bliżej! Nie tu, stań pod ogrodzeniem! Nie opieraj się o siatkę! Nie ruszaj się tyle, bo zwariuję! Jak trzymasz tornister?! Chłopiec w końcu zwiesił głowę, ramiona mu opadły. Pomyślałem nie o mamie, bo przyczyny jej, wydawało się, nadmiernej interwencji, nie były znane (może była wyjątkowo zmęczona, może miała dość trudnych problemów) – lecz o tym jak to czasem pozostaje na całe życie w naszej pamięci i mimo już wielu lat na karku odgrywa pierwsze skrzypce przy kłopotach życiowych, w relacjach w związku czy wtedy, kiedy tracimy radość z naszej pracy przy wiecznie niezadowolonym szefie. My dorastamy, a pamięć tego co było pozostaje – psychologia nazywa to używając terminu: “wewnętrzne dziecko”.

 

Owo dziecko zapamiętało zarówno te dobre chwile, jak i te, które odebraliśmy jako złe – te drugie mogą skutkować w dorosłym życiu poczuciem, iż sobie nie poradzimy z czymś, często powodują problemy w miłości; to te chwile, kiedy czujemy się jak “bezradne dziecko”. Bez względu na to jak duże jest to poczucie bezradności, owo dziecko posiada również mądrość (przypisywana intuicji), umie się cieszyć i psocić. Umie się i złościć (co ma czasem pozytywną siłę). Można do tego dotrzeć - do wewnętrznych zasobów, dzięki, którym rozwiązujemy swoje problemy. Najlepszym opiekunem wewnętrznego dziecka w dorosłym życiu możemy być tylko my. Jak to zrobić? Jak dotrzeć do sił, kiedy czujemy, że zaczyna ich brakować (sił, dzięki którym sami znajdziemy rozwiązanie kłopotu, zmniejszą lub wyeliminują smutek, bądź, dzięki którym również sięgniemy po wsparcie osób nam życzliwych) ? Oto jeden ze sposobów, znany mi i z własnego doświadczenia:

 

Etap 1. Pomyśl teraz o kłopocie, z którym się borykasz..... , następnie pomyśl o jednej liczbie od 5 – 15 bez długiego namysłu – to prawdopodobnie liczba określająca wiek Twojego wewnętrznego dziecka w tym momencie. Sięgnij pamięcią do tamtego okresu i postaraj się sobie przypomnieć co wtedy lubiłaś/eś, co sprawiało Ci przyjemność, może było coś czego nie mogłaś/eś mieć, a teraz byłoby to możliwe. Być może od razu tego nie znajdziesz – pomocny będzie:

 

Etap 2. Znajdź swoją fotografię z tamtego okresu, opraw w ramkę. Niech Ci towarzyszy przez tydzień lub dłużej (jeśli będzie trzeba) - jak najczęściej. Spoglądaj na nią i odbywaj monolog z dzieckiem, które widzisz. Witaj Go życzliwie kiedy się budzisz - powiedz mu “dzień dobry”, pytaj co chciałoby dla siebie miłego - jeśli nie znalazłeś odpowiedzi przy pierwszym etapie. Mów do Niego w czasie teraźniejszym, to ważne, jakby stał koło Ciebie. Czasem potrzebna tu jest cierpliwość, nie zniechęcaj się, kiedy nie od razu “usłyszysz” – im jest tu trudniej tym więcej czasu jest Mu potrzebne, aby się ośmielił – zdarza się, że bywa bardziej wystraszone i nieufne.

 

Etap 3. Jak już znalazłeś odpowiedź co Ci sprawiało przyjemność w tamtym okresie wybierz jedna rzecz i zrób to – oczywiście musi to być rzecz realna do spełnienia. [Moje “5 – letnie” dziecko zaprowadziło mnie do sklepu z zabawkami. Oczy mi zabłysnęły przy półce ze zdalnie sterowanymi modelami aut – kiedyś takie zabawki były jedynie w sklepach Pewex-u. Kupiłem auto i pół wieczoru z wielką przyjemnością bawiłem się nim:))

 

Nie mogę obiecać, że po tym wszystkim rozwiążesz od razu swój kłopot - bywa, że tyle wystarczy, aby spojrzeć na siebie łaskawym okiem

i w większym spokoju, z mniejszym lękiem poszukać rozwiązania tego z czym się borykasz czy spowodować, że bardzo kiepski dzień będzie miał dużo lepsze zakończenie. A gdy doszedłeś do momentu, w którym kompletnie nie wiesz co dalej – od czegoś trzeba zacząć – zaopiekuj się swoim wewnętrznym dzieckiem. Wkrótce kolejna część – Jak pracować ze swoim wewnętrznym dzieckiem.

"Piękne chwile - lekcja dla nas wszystkich"

Taksówkarz z Nowego Jorku napisał: Przyjechałem pod adres do klienta, i zatrąbiłem. Po odczekaniu kilku minut, zatrąbiłem ponownie. Był późny wieczór, pomyślałem że klient się rozmyślił i wrócę do "bazy"... ale zamiast tego zaparkowałem samochód, podszedłem do drzwi i zapukałem.

 - Minutkę! - odpowiedział wątły, starszy głos.

Usłyszałem odgłos tak jakby coś było ciągnięte po podłodze... Po długiej przerwie, otworzyły się drzwi. Stała przede mną niska , na oko dziewięćdziesięcioletnia kobieta. Miała na sobie kolorową sukienkę i kapelusz z dopiętym welonem; wyglądała jak ktoś z filmu z lat czterdziestych. U Jej boku była mała nylonowa walizka. Mieszkanie wyglądało tak, jakby nikt nie mieszkał w nim od lat. Wszystkie meble przykryte były płachtami materiału. Nie było zegarów na ścianach, żadnych bibelotów ani naczyń na blacie. W rogu stało kartonowe pudło wypełnione zdjęciami i szkłem.

 

 - Czy mógłby Pan zanieść moją torbę do samochodu?- zapytała. Zabrałem walizkę do auta, po czym wróciłem aby pomóc kobiecie. Wzięła mnie za rękę i szliśmy powoli w stronę krawężnika. Trzymała mnie za ramię, dziękując mi za życzliwość.

 - To nic - powiedziałem - Staram się traktować moich pasażerów w sposób, w jaki chciałbym aby traktowano moją mamę.

 - Och, jesteś takim dobrym chłopcem - odrzekła.

Kiedy wsiedliśmy do samochodu, dała mi adres, a potem zapytała:

 - Czy mógłbyś pojechać przez centrum miasta?

 - To nie jest najkrótsza droga - odpowiedziałem szybko, włączając licznik opłaty.

 - Och, nie mam nic przeciwko temu - powiedziała - Nie spieszę się. Jestem w drodze do hospicjum.

Spojrzałem w lusterko. Jej oczy lśniły.

 - Nie mam już nikogo z rodziny - mówiła łagodnym głosem - Lekarz mówi, że nie zostało mi zbyt wiele...

Wyłączyłem licznik...

 - Którędy chce Pani jechać? - zapytałem.

Przez kilka godzin jeździliśmy po mieście. Pokazała mi budynek, gdzie kiedyś pracowała jako operator windy. Jechaliśmy przez okolicę, w której żyli z mężem jako nowożeńcy. Poprosiła abym zatrzymał się przed magazynem meblowym który był niegdyś salą balową, gdzie chodziła tańczyć jako młoda dziewczyna. Czasami prosiła by zwolnić przy danym budynku lub skrzyżowaniu, i siedziała wpatrując się w ciemność, bez słowa. Gdy pierwsze promienie Słońca przełamały horyzont, powiedziała nagle:

 - Jestem zmęczona. Jedźmy już proszę. Jechaliśmy w milczeniu pod wskazany adres. Był to był niski budynek z podjazdem, tak typowy dla domów opieki. Dwaj sanitariusze wyszli na zewnątrz gdy tylko zatrzymałem się na podjeździe. Musieli się jej spodziewać. Byli uprzejmi i troskliwi. Otworzyłem bagażnik i zaniosłem małą walizeczkę kobiety do drzwi. Ona sama została już usadzona na wózku inwalidzkim.

 - Ile jestem panu winna? - spytała, sięgając do torebki.

 - Nic - odpowiedziałem.

 - Trzeba zarabiać na życie - zaoponowała.

 - Są inni pasażerowie - odparłem.

I nie zastanawiając się kompletnie nad tym co robię, pochyliłem się i przytuliłem Ją. Objęła mnie mocno.

 - Dałeś staruszce małą chwilę radości - powiedziała. - Dziękuję.

Uścisnąłem jej dłoń, a następnie wyszedłem w półmrok poranka. Za mną zamknęły się drzwi - był to dźwięk zamykanego Życia.

Tego ranka nie zabierałem już żadnych pasażerów. Jeździłem bez celu, zagubiony w myślach. Co jeśli do kobiety wysłany zostałby nieuprzejmy kierowca, lub niecierpliwy aby zakończyć jego zmianę? Co gdybym nie podszedł do drzwi, lub zatrąbił tylko raz, a następnie odjechał?. Myśląc o tym teraz, nie sądzę, abym zrobił coś ważniejszego w całym swoim życiu. Jesteśmy uzależnieni od poszukiwania emocjonujących zdarzeń i pięknych chwil, którymi staramy się wypełnić nasze życia. Tymczasem Piękne Chwile mogą przydarzyć się nam zupełnie nieoczekiwanie, opakowane w to, co inni mogą nazwać rutyną. Nie przegapmy ich...

Copyright © 2007-2017 psychoterapiakrakow.biz.pl | Projekt i realizacja  infable.eu

GABINET PSYCHOTERAPII

Arkadiusz Lewy